Czasem patrzę jak podczas przeprosin, osoba przepraszana czuję się nadzwyczaj wyjątkowa, dumna i wywyższona. I tego nie ogarniam. Dla mnie jest upokorzeniem, kiedy ktoś mnie przeprasza.
Przeprasza się zazwyczaj za konflikt, kłótnię, niezrozumienie. A przecież w każdej z tych kwestii wina rozkłada się po obu stronach.
Więc skoro obydwoje zawiniliśmy, a ktoś mnie przeprasza, to ma odwagą, potrafi przezwyciężyć własną dumę i się uniżyć, aby osiągnąć coś ważniejszego. Zgodę.
Czyli jest to osoba mądrzejsza, bo szybciej rozpoznała bezsensowność sprzeczek i odnalazła rzeczy wyżej położone w hierarchii wartości. Jest też mniej dumna, bo potrafiła przyznać, że nie miała racji.
I to ona jest tu bohaterem. Ona powinna zyskać na tych przeprosinach, a nie zostać obrzucona mięsem i wyzwiskami cioty roku, czy innego debila i łamagi.
A osoba, która się przeprosinami wywyższa najwyraźniej jeszcze do nich nie dojrzała.
Amen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz