piątek, 30 grudnia 2011

My destination...

Uważam, że najważniejsze w życiu jest to, żeby do czegoś dążyć. Żeby nie stać w miejscu. No bo nie można nic osiągnąć, gówno robiąc. Musimy dawać z siebie 100% i wtedy mamy świadomość, że zrobiliśmy wszystko. Że lepiej się nie dało. I nawet jeżeli cel nie został osiągnięty, to nie nasza wina. My możemy być z siebie dumni.
Nie wiem czy ubrałam moją myśl w dobre słowa. Polecam bardzo film 'Siła spokoju' dokładnie o to mi chodzi.
Że ważniejsze jest zawzięcie i dążenie niż sam cel.
To tak jak z kostką rubika. Jest ciekawa i fascynująca, kiedy jeszcze jej nie znamy, kiedy próbujemy. Odkrywamy nowe sztuczki i tak dalej. Kiedy już ją całą obczaimy i pojmiemy nie możemy zrobić nic więcej. Nie możemy jej odkrywać całe życie. To jest jeden moment. A potem zostaje satysfakcja. I pamięć ile frajdy nam dała, kiedy ją 'pojmowaliśmy'.
No niech mnie coś zje jak nie mam racjiiiidfjdijhldfkhgmdlfshsgdgs/

pamiętniczek ;pp

Budzę się dzisiaj o 12:30 z myślą 'kurwa, zaspałam! w sumie nie ma na co, ale ojciec i tak się będzie strzępił... Nie wie, o której poszłam spać...'
Ale wstaję, ogarniam się i napotkam tatę 'No to się dzisiaj wyspałaś już za sylwestra chyba... hehehe'
Przytakujący uśmiech z mojej strony i wracam do pokoju. Odpalam komputer, włączam muzykę i siadam.
I tak siedzę. Ja i czarna kawa. Siedzimy. Burdel w pokoju. Burdel w kuchni. Burdel w komputerze. Burdel w głowie. Miałam tyle czasu. Tyle sobie zaplanowałam. I co? I chuj. Siedzę tak samo nieogarnięta jak w czwartek wieczorem. Tydzień temu. Całe wolne minęło i co? Dzisiaj wszystkiego nie nadrobię. Szkoda się brać za cokolwiek.
Idę spać.

Dla uchów.

czwartek, 29 grudnia 2011

dziwny telefon...

turururu tururu turururu <odebrała>
Ej, Julka, ważna sprawa!
Ale czego dzwonisz z zastrzeżonego??
no nie ważne. Słuchaj, Musisz mi odpowiedzieć na jedno ważne pytanie.
jak takie ważnie, to czego przez telefon??
No nie ważne, słuchaj. Ale odpowiadaj spokojnie, ok?
no ok
no to odpowiedz
nie zadałeś pytania...
o kurwa. racja.
noooo tooo
no to słuchaj.
słucham już chwilę
Julka. Jaki masz rozmiar stanika?
piii pii piiii

Będzie bez tytułu...

Dzisiaj odkryłam, że jestem dość impulsywna. Albo chociaż bardziej niż mi się wydawało...
Otóż: obudziłam się dzisiaj rano z myślą, że fajnie by było zrobić sobie dodatkowego kolczyka.
I strzeliłam sobie dwa u góry ucha. Lewego! :P
Tak patrząc na to z perspektyw dnia, to sama siebie zaskoczyłam...
Apropos zaskakiwania siebie.
Chyba każdy robi czasem coś spontanicznego. Coś nieoczekiwanego. Tak, że właśnie sam siebie zaskakuje. To jest dziwne. To dziwne, że czasem sami nie potrafimy siebie przewidzieć... Przecież przewiduje się rzeczy nam znane i dla nas oczywiste. Nieznanych nie da się przewidzieć. Dlatego właśnie prognozę pogody przewidują synoptycy, sytuacje budżetowe ekonomiści, działania wojskowe stratedzy itd.
Czyli to by znaczyło, że sami siebie nie znamy??

wtorek, 27 grudnia 2011

Czasem.

Czasami mam ochotę uciec.
Ale nie tak, że wyjdę z domu z plecaczkiem z majtkami, swetrem, nieznaczną ilością pieniędzy i tamponami, a resztę życia spędzić na jakimś obskurnym dworcu.
Chcę wyjść z domu z telefonem i słuchawkami. Nic nie słyszeć poza muzyką. Pobiec. Nie ważne gdzie. Chcę biec ile się da. Jak najdalej. W nieznane. Zgubić się i biec dalej. Nie pytać o drogę. Biec do utraty tchu. Chcę zesłabnąć lub nawet zemdleć. Stracić przytomność. Obudzić się w szpitalu otoczona ludźmi, dla których coś znaczę. Przypomnieć o sobie.
I żeby chociaż przez chwilę coś było inaczej.
Inaczej.
Potem mi przechodzi.


sobota, 24 grudnia 2011

Miłość nie istnieje, ale za to jest matematyka.....

NIE UMIEM SIĘ ZAKOCHAĆ
Nie umiem i basta.Nie daję rady.Ale wiem, skąd to się wzięło....
Otóż dziewczyna, która ma/miała  w młodości słaby kontakt z ojcem, nie zaznała tak na prawdę, co to miłość damsko-męska.  Ona szybciej poczuje instynkt macierzyński niż prawdziwą miłość do chłopaka.
Ona może albo się zakochiwać co chwila w pierwszym lepszym bez pamięci, albo mieć całkowite trudności ze znalezieniem uczucia. Bo go nie zna. Rzadko układa się jej w związkach.
Pierwszą opcję przeżyłam w podstawówce. Straszne czasy. Drugie 'albo' przeżywam teraz. W gimnazjum.
Było tyle możliwości. Tyle chłopaków. Tyle 'chyba-miłości'.
I co? Zawsze są za i przeciw. Ale ja nie umiałam dostrzec tych 'za'. Było tylko mało czasu. 'nie potrzebuję tego', Mój brak wrażliwości i romantyzmu. Byli też przyjaciele i ten konflikt. Koledzy, czy chłopak. I były przykre doświadczenia.... Były i są.
No bo chłopak to to samo co przyjaciel, tylko, że można się z kimś przelizać, a czasem nawet nie ma w nim tego przyjaciela. Tak myślałam.
I jest następny 'dylemat'. Nie chcę robić komuś nadziei, a potem odchodzić bez uczucia jak taka zimna suka. Znowu. Nie chcę krzywdzić ludzi, na których mi zależy, tylko dlatego, że nie się nie odnajduję w związkach. Nie chcę.
I teraz pytanie: Ryzykować?????

Nie wiem, czy ten post coś zmieni, ale musiałam to napisać i poukładać. A w moim wieku i tak nie ma co szukać partnera na całe życie. 'trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać'

Dla uchów.

o niczym :))

Genialna myśl z wczorajszego wieczora:

Chomiki nie szczekają!

Tak. Napiszę o tym pracę magisterską....

Super radio znalazłam to tu.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Wiara?????

Tak po ostatnich rozkminach napada mnie pewna myśl, nie wiem, czy trafna, ale doskonale oddaje moje nastawienie:
CHUJ MNIE OBCHODZI, CZY BÓG ISTNIEJE!!!
No bo na prawdę nie zależy mi, czy wierzę w jednorożca, który w rzeczywistości jest osłem z tekturową rurką, czy jest to faktycznie coś niesamowitego, niepojętego i nieskończenie miłosiernego.
To jest nie ważne.
Ważne jest to, że ta wiara mnie napędza, nadaje sens życiu i dzięki niej doznaję szczęścia, jakiego nie doznawałam nigdy wcześniej. Jedynego, prawdziwego, najmocniejszego.
I nie jest ważne, czy to jest po prostu sekta, która otępia rozum, daje pozory i prowadzi do zagłady, czy jest to faktycznie prawdziwa i jedyna droga do zbawienia i wiecznego szczęścia.

Nie ważne. Ważne jest to, że z wiarą, każda trudna chwila jest prosta, wyjście z sytuacji znajduje się zawsze, prędzej, czy później, jeżeli tylko zawierzysz się Jezusowi. Znajdujesz szczęście w każdym najmniejszym dobrym słowie, uczynku, widoku. Cieszysz się życiem!!

Nie nie ważne,  czy jestem za tępa, żeby zobaczyć, czy to jest atrapa i gówno będę z tego mieć. Powiesz mi 'carpe diem' a ja powiem, że u mnie wygląda to tak. Jeżeli jestem za głupia, żeby zobaczyć, że wiara to sterta bzdur, to ja nie chce zmądrzeć. Chce żyć w tej nieświadomości, bo jestem z nią szczęśliwa. A wiara jest też przepisem na życie.

Swoją drogą.... Zawsze myślałam, że trudno mi będzie mówić o Jezusie. O wierze. Trudniej. Ale jednak nie. Słowa same cisną się na klawiaturę.

Dla uchów.
Czytam, czytam, czytam.... Zaczynam czytać. I chyba zaczynam rozumieć czego ludzie tak chwalę te malutkie rozwarstwione przedmioty. Nowe pachną tuszem, stare stęchlizną, ale wszystkie są niesamowite i intrygujące. Ale trzeba być dość wrażliwym, żeby tę ich intrygę wyczuć. Tej wrażliwości mi brakuje... Zawsze brakowało mi wrażliwości. Nie tylko w tej kwestii. Ubolewam nad tym. Ale co z tego, jak nie potrafię nic z tym zrobić? Jestem chamska, wulgarna, interesowna, egoistyczna i jeszcze wiele innych. I jestem tego świadoma. Jestem. Ale to nic nie zmienia.

Wracając do książek. Zaczynam odkrywać tę magię siedzącą pomiędzy malutkimi znaczkami, które w większej ilości potrafią oddać piękno świata, atmosferę miejsca i jego obraz oraz  niezapomniane emocje wydarzeń, niekoniecznie prawdziwych. A jak możemy odczuwać coś czego nie ma???
Nie jestem w stanie tego pojąć, ale może jestem w stanie to polubić?

Dziękuję wszystkim osobom, które starają się mnie edukować w tym kierunku.
Aczkolwiek nie nadążę z czytaniem tych wszystkich książek jakie mi podrzucacie. ://
Mama, Tata, Adam, Wojtek, Ania, Dominik, Monika, Dawid, Piotr, Asia, dzięki.

Dla uchów. Cały dzień mi to wędruje po głowie... Nawet słyszałam to w prymitywnej muzyczce z aerobiku...  :))

niedziela, 4 grudnia 2011

Nie umiem wymyślać chwytliwych tytułów, sorry...

Ej, ogólnie to nie lubię dużo z kimś rozmawiać przez gg czy facebooka. Albo cokolwiek innego. Tak już mam i się do tego przyzwyczaiłam. Ale zaczęło mnie zastanawiać, dlaczego tyle ludzi do mnie pisze, a mi się nie chce odpisywać i ogólnie utrzymywać kontaktu....
Otóż uważam,  że znajomości przez internet, czy nawet podtrzymywane przez internet są całkowicie przereklamowane...
No bo mając przed sobą jedynie pusty ekran komunikatora, możemy go zapełnić, czym tylko chcemy, nie myślimy co ta osoba o nas pomyśli, nie widzimy jej, jej reakcji, czasem podświadomie zachowujemy się tak, jak byśmy się nigdy nie zachowali na żywo. Odważamy się na dużo więcej. Może się już nigdy nie zobaczymy....
Kolejna  kwestia to emotikonki. Nieszczęśliwe emotikonki. Przecież one często wyrażają coś innego niż się nam wdaje, ludzie różnie je widzą.... Ja b. lubię pisać ;p. Jest szybko, pod rękom, ale przecież na żywo nie wystawiam o chwila języka i mrugam jak opętana. Mam nadzieję....

Dużo piszę z kolegami,(wolę pisać z kolegami niż koleżankami, zawsze wolałam kolegów.Sorry dziewczyny...) często się długo nie widzimy. I widzę, że rozmawiamy jak nigdy byśmy nie rozmawiali na żywo. Sorki, ale co moment padają erotyczne propozycje, których nigdy nie było. I to nie jest od jednego chłopaka. Nie ogarniam tego trochę. Przecież nie będziesz mnie macał przez GG!! Jak już to może by tak na żywo, co?!
'Robię certyfikat ratownika, jak by co to mogę Ci zrobić usta-usta' , 'A jaki masz stanik na sobie?' I mam ochotę napisać: 'o taki patrz.' Ale tego nie robię. Na żywo bym tak powiedziała, bo nie miałabym czasu się wycofać, skasować i odejść od tematu.
Też się zachowuję nienaturalnie. A nie chcę zniekształcenia mojej osoby w oczach innych.
I teraz coś podesłane wraz z niestosowną propozycją: Dla uchów.

sobota, 3 grudnia 2011

Rio de Janeiro, marzenia są też planami...

Al pecho lleva uma cruz. Y en mi corazón lo que dice Jesús.

Brazylia 2013!! Nie wiem, jak wytrzymam, odliczam dni, czytam, chyba zacznę się uczyć portugalskiego...
Jest na tyle podobne do hiszpańskiego, że chyba łatwo mi pójdzie...
Nie wiem. Czekam. Nie mogę!. Ale czekam.
RIO DE JANEIRO!

Artyzm srartyzm

Kiedy widzę tych wszystkich ludzi... z niezliczoną ilością oryginalnych pomysłów na każdą sekundę życia, każde słowo, minę, gest i wygląd, czuję się po prostu nudna.
Ja nie miałam życiowych rozkmin w wieku 6 lat. Nie zakochałam się w książce o tak trudnej problematyce mając 12 lat, dalej nie potrafię się zakochać w książce, mogę ją co najwyżej polubić...
Nie mam umysłowości artystycznej, chodź bym nie wiem jak chciała, mogę być co najwyżej kreatywna.
Mam umysł ścisły i tego nie zmienię, chyba, że go sobie przeszczepię, ale wtedy już nie będę to ja.
 Jestem pedantką i lubię sobie czasem jebnąć deltę. AO.
Muszę mieć wszystko czarno na białym. Inne kolory nie wchodzą w grę. Białe na czarnym też nie może być.
Biały jest kolorem przejrzystym. Czarny jest akcentem, głębią, nieznanym, jest też konkretem. jest swoją przeciwnością, subtelnym całusem i ostrym biczem z pitt bulla.
i tak: muszę mieć to czarne na białym - małe szlaczki, wydarzenia, akcje, zagadki na białym przejrzystym kawałku papieru. Na oczywistości. Wydarzenia są w czasie i miejscu. Zawsze. I zawsze białym. Oczywistym. Świat musi być biały. Oczywisty, doszczętnie zanalizowany.
Nie istnieje opcja białe na czarnym bo to by była mała cząstka oczywistości w świecie pełnym zagadek. Tak nie może być. Wszystko musi być wiadome. Dlatego właśnie mój mózg posiada taki defekt, że kiedy ta moja biała karta zostaje zapisana czarnym atramentem, on zamienia się w wielką gumkę do mazania z niepohamowaną chęcią wymazania wszystkiego zagadkowego i zamienienie tego na białą oczywistość, czasem nawet robi to naprzód, wtedy mnie naprawdę wnerwia, bo życie traci smak, dreszczyk emocji, bo inaczej nie mogło być...
Zakazane jest wprowadzanie innych kolorów.
Coś jest wiadome albo nie.
 Światem rządzą sprzeczności.
Nie ma kolorów pośrednich.
Nie dopuszczam ich, tak jak nie dopuszczam kompromisów.
Kompromis - jedno z trzech możliwych wyjść z sytuacji, dwa pozostałe to ustąpić lub nie dać się. Wtedy jedna strona jest niezadowolona, a druga postawiła n swoim. Kompromis jest niezadowoleniem obu stron. Więc co to za rozwiązanie?

Kompromis jest kolorem różowym. Taki piękny a ja go nienawidzę. Nie dopuszczam do mojego świata. Mój świat jest czarno-biały. Ale wole taki niż w kolorze gówna. Mój świat nie będzie zasrany.