sobota, 14 stycznia 2012

tonę.

Był sobie pewien pan X. wiem, że to nie jest zbyt ambitna nazwa, ale czego można oczekiwać, kiedy życie wypełniają równania kwadratowe? Więc owy pan X nigdy nie widział morza. Nie wiedział, że coś takiego istnieje. Pewnego wieczoru trafił na plażę. I pyta się człowieka, który wyglądał na dość zorientowanego.
-Co to jest?
-To morze. To Twoje życie. Najciekawsze jest tam. Gdzie daleko i głęboko. Połóż się na plecach, zamknij oczy i dryfuj. Jak gdyby nigdy nic. jakby nic poza tym nie istniało.
I tak p. X zrobił. wszedł do wody, pochwycił równowagę, popatrzył w niebo i zamknął oczy. I dryfował. W tej euforii i poczuciu jedności z żywiołem zatracił się. Popłynął tam, gdzie nie widać ani dna, ani brzegu. I już nie ma nikogo dookoła. Ale jest morze. Tak wspaniałe. Tak łatwe do okiełznania. I w tym zachwyceniu i ekstazie nie zauważył fali, która przypłynęła w sumie z nikąd. Zszedł pod poziom wody. Tam również było przyjemnie. Ale. Brakowało tam powietrza. I to już nie było miłe. Trzeba było wyjść na powierzchnię. Ale pan X nie umiał. Nigdy nie widział morza. Jak miał umieć się w nim poruszać. Schodził coraz niżej i niżej. I zobaczył dno. Przypomniał sobie słowa przyjaciela: 'Żeby wznieść się na powierzchnię, trzeba odbić się od dna.' Więc pan X starał się zejść jak najniżej. Zbadać przy okazji każdy zakamarek tej intrygującej otchłani. Ale nie dopłynął do dna. Stracił przytomność parę centymetrów przed nim.
**********************************************************************************
Bo, żeby poradzić sobie na głębi, musimy najpierw nauczyć się pływać na mieliźnie. Może jest wspaniałe, miłe i gościnne, ale tylko na powierzchni. I musimy umieć się na niej utrzymać. 
Jest jeszcze jedna możliwość. Nie wypływajmy sami.
**********************************************************************************

Motyla noga. Wyszła taka przypowieść :P haha. Nie celowo :) 
Dziękuję za dzisiejszy dzień. Wszystkim.Ale w glanach pójdę nawet do ślubu. :D


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz