Tak ogólnie, to zauważam, że każdy, absolutnie każdy, ma wymyśloną dla siebie jakąś wymówkę. Zawsze. Taką wymówkę, której zazwyczaj nie jesteśmy świadomi. Która tłumaczy chamstwo znajomych, uprzejmość nie znajomych, dziwne spojrzenia przechodniów na chodniku, paradoks losu i definiuje nas samych.
Jak tak zaczęłam o tym myśleć, to widzę, że każdy kto szuka jakiejś odpowiedzi, niekoniecznie trafnej, szuka właśnie takiej wymówki, ją znajduje. I wciela ją w życie samemu tego nie zauważając.
Zaczęło się od mojej koleżanki. Nurtowało mnie straszliwie, dlaczego ona nie chce uwierzyć, że jest ładna. Piękna jest. Ona nie potrafi rozstać się z myślą, że jest po prostu grubym paszczurem.
I znalazłam! Ona się zawsze tym tłumaczy.
-widziałaś jak się patrzył?
-nooo, wyglądam masakrycznie!
albo
-Ale był dla Ciebie wyjątkowo miły!
-Tak, pewnie mu żal takiej brzydoty.
I takiemu nie przetłumaczysz!!!
Człowiek nie chce się rozstać z takim przekonaniem z powodów oczywistych. Mamy już gotową odpowiedź na każde życiowe pytanie, jesteśmy przekonani, że to prawda, i dobrze jest tą prawdę znać i być jej świadomym. Ale tak na prawdę, to ta prawda (gówno prawda) nas zabija, zatruwa, ogranicza i zamęcza.
Ja też mam taką wymówkę. Jestem dziwna. Po prostu. Nie zmienię się. Zawszę będę dziwna. To decyduje o moim losie.
Ale w głębi przecież wiem, że aż tak dziwna nie jestem, bo przecież każdy ma jakąś taką swoją patologię, którą pielęgnuje, strzeże, kocha i nie opuści jej aż do śmierci. Więc nie jestem znów taka dziwna. Jestem normalnym szarym skrawkiem papieru toaletowego w tym wielkim świecie pełnym sprzeczności, paradoksu, groteski, absurdu, plastiku, głupoty, zaniku wszelkich wartości i płynącej z tych powodów nieobliczalności.
Tak moja koleżanka uważa, że wszyscy jej zazdroszczą. To też jest dla niej odpowiedzią na pytania na początku postu.
Inna koleżanka uważa, że tą odpowiedzią jest jej oryginalność.
Kolega myśli, że to ludzie są dziwni, że są na każdym kroku i wszytko to ich sprawka.
Jestem pewna, że każdy znajdzie w sobie takie coś. Nie ma innej opcji.
Co prawda to nam trochę pomaga. Daje poczucie zrozumienia świata. Ale świta nie da się ogarnąć. Daje poczucie odnalezienia siebie i zdefiniowania go. Ale przecież i tak nikt z nas nie zna siebie tak do końca i nie wie, co w nim siedzi gdzieś w głębi. Pomaga ocenić zamiary innych. Ale czy przy sprowadzaniu wszystkiego do jednego tematu można być konkretnym i nieomylnym. Przecież to całkowicie nie obiektywne.
Dla uchów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz