Tak po ostatnich rozkminach napada mnie pewna myśl, nie wiem, czy trafna, ale doskonale oddaje moje nastawienie:
CHUJ MNIE OBCHODZI, CZY BÓG ISTNIEJE!!!
No bo na prawdę nie zależy mi, czy wierzę w jednorożca, który w rzeczywistości jest osłem z tekturową rurką, czy jest to faktycznie coś niesamowitego, niepojętego i nieskończenie miłosiernego.
To jest nie ważne.
Ważne jest to, że ta wiara mnie napędza, nadaje sens życiu i dzięki niej doznaję szczęścia, jakiego nie doznawałam nigdy wcześniej. Jedynego, prawdziwego, najmocniejszego.
I nie jest ważne, czy to jest po prostu sekta, która otępia rozum, daje pozory i prowadzi do zagłady, czy jest to faktycznie prawdziwa i jedyna droga do zbawienia i wiecznego szczęścia.
Nie ważne. Ważne jest to, że z wiarą, każda trudna chwila jest prosta, wyjście z sytuacji znajduje się zawsze, prędzej, czy później, jeżeli tylko zawierzysz się Jezusowi. Znajdujesz szczęście w każdym najmniejszym dobrym słowie, uczynku, widoku. Cieszysz się życiem!!
Nie nie ważne, czy jestem za tępa, żeby zobaczyć, czy to jest atrapa i gówno będę z tego mieć. Powiesz mi 'carpe diem' a ja powiem, że u mnie wygląda to tak. Jeżeli jestem za głupia, żeby zobaczyć, że wiara to sterta bzdur, to ja nie chce zmądrzeć. Chce żyć w tej nieświadomości, bo jestem z nią szczęśliwa. A wiara jest też przepisem na życie.
Swoją drogą.... Zawsze myślałam, że trudno mi będzie mówić o Jezusie. O wierze. Trudniej. Ale jednak nie. Słowa same cisną się na klawiaturę.
Dla uchów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz